#wywiad – Gromee: wszystko o Eurowizji, fanach, byciu człowiekiem i artystą!

Gromee reprezentował Polskę na Eurowizji 2018 z piosenką „Light Me Up”, którą na lizbońskiej scenie wykonał wraz ze szwedzkim wokalistą Lukasem Meijerem. Gromee, czyli Andrzej Gromala – to przede wszystkim DJ i producent muzyczny z Krakowa, ale także artysta-malarz, którego dzieła są wystawiane na aukcjach charytatywnych. Muzykę tworzy od lat, ale w tym roku wydał swój debiutancki album „Chapter One”. Jego serce skradła wokalistka zespołu Łzy – Sara Chmiel, z którą stanął na ślubnym kobiercu tej wiosny.

Polscy Fani Eurowizji: Wróćmy do początku, czyli do sławnej już emotikonki myślącej (🤔), która była odpowiedzią na pytanie – czy zgłosisz się na Eurowizję. Patrząc z perspektywy czasu i wiedząc już do czego ta emotka doprowadziła – czy odpowiedziałbyś na to pytanie drugi raz w ten sam sposób – tą właśnie emotką, czy może jakoś inaczej?

Gromee: Myślę, że tą samą emotikonką, bo ona przysporzyła wszystkim i trochę humoru, i pewnej historii, i w ogóle ludzie w Polsce zaczęli się interesować – starsi – co oznacza emotikonka. To też edukacyjna historia. A tak zupełnie na serio odpowiedziałbym tak samo – naprawdę się wtedy zastanawiałem i dzisiaj bym się mniej zastanawiał na pewno nad tym, czy wziąć udział w Eurowizji, bo wiem na ten temat dużo, dużo więcej.

PFE: Czy był taki moment w tej kilkumiesięcznej eurowizyjnej przygodzie, że chociaż przez chwilę żałowałeś tego, że zgłosiłeś się na Eurowizję?

Gromee: Nie nigdy. Nigdy, przenigdy – i jestem prze-szczęśliwy, że byłem na Eurowizji. I właściwie no – nie tak, że byłem – tylko, że posłuchałem moich fanów, że oni mnie sprowokowali do tego, bo myślę, że bym bardzo żałował. Natomiast, mimo tego, że nie weszliśmy do finału – bardzo się cieszę, że byłem na Eurowizji. To jest jedna z piękniejszych moich przygód i miałem przeczucie, że to, co czasami ludzie złego mówią na temat Eurowizji to – to jest nieprawda, to jest jakieś takie gadanie ludzi, którzy na ten temat nie mają pojęcia. Pojechałem między innymi dlatego też, żeby tak naprawdę sam zobaczyć – lubię dotknąć pewne rzeczy – i dzisiaj na ten temat mogę dużo więcej powiedzieć, ale też nie ukrywam, że jeszcze dużo, dużo muszę się na ten temat dowiedzieć.

PFE: Wiem, że bardzo kibicowałeś Alfredowi i Amai. Z kim jeszcze polska delegacja zaprzyjaźniła się w Lizbonie?

Gromee: Tak naprawdę, to dzisiaj – po tym, jak wróciliśmy – są kontakty, bo tam też był problem czasami komunikacyjny. Myśmy byli w różnych hotelach, spotykaliśmy się na próbach i w garderobach. Natomiast myślę sobie, że do Czech nam blisko – czy mi blisko, też o tych Czechach mówię tutaj nieprzypadkowo [o współpracę z Mikolasem pytamy w dalszej części wywiadu – przy.red.] – bardzo blisko mi do Litwy, a no oczywiście do Szwecji bardzo, bardzo blisko (śmiech). Natomiast jest wiele osób, z którymi się dzisiaj rozmawia na temat muzyki, na temat doświadczeń i to jest fajne, bo ta Eurowizja ciągle żyje, ta Eurowizja ciągle we mnie jest i powiem szczerze, że mam jakiś głód, mam jakiś niedosyt i nie chodzi mi tutaj o wyniki, o miejsca w tym konkursie, tylko mam jakiś taki głód, że tak szybko się to skończyło – tak było pięknie i tak było fantastycznie. Tak fantastyczni ludzie stoją za sceną, ale też na tej scenie i przed sceną – mówię tutaj o fanach – to jest naprawdę piękny, piękny konkurs.

PFE: Za co tak bardzo kochasz Barcelonę, bo wiem, że bardzo często tam bywasz?

Gromee: Mogę powiedzieć, że będę za kilka dni znowu w Barcelonie (śmiech). Hmmm Barcelonę – nie wiem, to jest miasto, które mi gdzieś tam w duszy, w sercu gra. Czasami myślę sobie, że blisko Barcelonie do Krakowa, przez pewien stary styl, stary klimat starych uliczek i starych kawiarni, które uwielbiam. Ja się tam po prostu dobrze czuję, poza tym jestem człowiekiem, który musi mieć przestrzeń przed oczami i proszę wierzyć, że mimo tego, że gram imprezy, że niektórzy mogą myśleć, że jestem DJ’em, więc – turbo, turbo rozrywkowa osoba – natomiast potrzebuję bardzo często posiedzieć nad brzegiem i popatrzeć w morze – dużo mi to daje. I proszę wierzyć, że czasami można mnie spotkać nad Wisłą, a czasami w Barcelonie – o czym wiele osób nie wiem, po prostu lecę tam na chwilę, żeby posiedzieć, czasami – żeby poszkicować, żeby pomalować, żeby pomyśleć, żeby po prostu pobyć w Barcelonie – jest to piękne miasto, ale też nie będę dorabiał jakichś wielkich ideologii – po prostu lubię tam być i już. Jest jeszcze w Hiszpanii jedno miejsce, które uwielbiam – jest to Ibiza.

PFE: A jakieś koncerty na Ibizie może się szykują?

Gromee: Jest wielce prawdopodobne, że w te wakacje wyląduję tam na jakichś setach.

PFE: A wracając do tych Czech, powiedz – co myślisz o kooperacji z którymś z artystów Eurowizji 2018 albo remixie którejś z piosenek? Wiele osób z #TeamGromee proponuje Ci ostatnio współpracę właśnie z Mikolasem.

Gromee: Tak naprawdę, jestem bardzo otwartym człowiekiem i albo coś czuję, albo czegoś nie czuję – u mnie w studiu się robi naprawdę dużo, dużo różnej muzyki. I, jeżeli chodzi o Mikolasa – jestem, zupełnie mówiąc szczerze, otwartą osobą do współpracy, natomiast proszę pamiętać, że ja mam podpisany kontrakt z wytwórnią płytową i Mikolas ma podpisany, prawdopodobnie z tą samą – natomiast w różnych krajach [dokładnie z tą samą – przyp.red.] – i stąd: to, że my się dogadamy to jest jedno, ale jeszcze się muszą inne osoby porozumieć. Natomiast uważam, że jesteśmy w stanie zrobić coś fajnego – nie wiem, czy dziś, czy jutro, czy za kilka dni, miesięcy, czy dłużej. Jeżeli chodzi o taki feeling, takie czucie muzyki – to Mikolas myślę, że tutaj jest w fajnym miejscu. (…) Jeżeli chodzi o taką techniczną, producencką stronę – to ja to po prostu obserwowałem też i na próbach… i ciągle mnie muzyka fascynuje – muzyka w ogóle, cała Eurowizja – teraz sobie mnóstwo utworów, proszę mi wierzyć, z Eurowizji przesłuchuję i mnóstwo utworów – tak pod kątem technicznym, ale też mnóstwo utworów artystów, którzy byli na Eurowizji przesłuchuję, bo mnie to ciekawi i czuję się nawet zobowiązany do tego. Mnóstwo ludzi, których tam poznałem, których nawet gdzieś mijałem, z którymi nawet też nie rozmawiałem, bo nie ze wszystkimi się nawet dało tak porozmawiać, to chciałbym wiedzieć, co to byli za ludzie. A poza tym ja, jak w nocy często do samego rana siedzę i potrzebuję odpocząć od swojej jakiejś muzyki, to uwielbiam słuchać muzyki innej, tak, jak patrzeć na obrazy innych.

PFE: #TeamGromee już zastanawia się z kim mógłbyś wystartować w Eurowizji w przyszłości. Pojawiają się takie nazwiska, jak: Sara Chmiel-Gromala, Kasia Dereń, Michał Szpak czy Matt Pokora (który ma polskie korzenie) – czy myślisz o powrocie już za rok, czy może trzeba będzie jeszcze poczekać? I czy kooperacja z którymś z tych artystów byłaby wg Ciebie dobrym pomysłem/ciekawą propozycją?

Gromee: Ludzie mnie ciągle pytają o ten powrót. Ja powiedziałem i będę o tym mówił, że marzy mi się, żeby na Eurowizję wrócić i tutaj parę osób zarzuciło chyba nawet – tak ktoś mi powiedział, że chcę już wracać na Eurowizję. To też nie tak, że ja chcę wracać na Eurowizję na scenę, ja na pewno wrócę na Eurowizję na publikę, ja po prostu pojadę na Eurowizję, bo to poczułem. Jestem już eurowizyjnym facetem. Natomiast – co do tego: z kim?, jak? – chciałbym napisać piosenkę na Eurowizję dla kogoś. Chciałbym usiąść w studiu i pomyśleć o Eurowizji, i tą piosenkę napisać na Eurowizję, bo ,,Light Me Up’’ nie było utworem pisanym na Eurowizję, i chciałbym się do tego lepiej po prostu też przygotować. Oczywiście, że to jest takie gadanie, ale marzy mi się, żeby napisać piosenkę na Eurowizję, ale nie wiem dla kogo i nie wiem, jak to powinno wyglądać, czy jak to będzie wyglądać. Myślę, że z moimi fanami to przedyskutuję głębiej i wymyślimy coś. Natomiast, żeby było też jasne – uważam, że parę osób w Polsce powinno zastanowić się  nad Eurowizją. W ogóle wszystkich artystów namawiam do tego, żeby się zastanowili nad Eurowizją. Wszystkich namawiam, żeby zaczęli rozmawiać o Eurowizji, o muzyce, żeby trochę odstawili sobie jakieś historyjki prześmiewcze, jakieś takie dyskusje bezsensowne. Chciałbym, żeby ludzie się skupili przede wszystkim na muzyce, bo to jest fajne, że jest jakiś konkurs, który naprawdę prowokuje do rozmawiania, prowokuje też do jakiejś wspólnej historii, prowokuje do rozmowy o muzyce i prowokuje do tworzenia muzyki. To jest przepiękne. Jestem naprawdę poruszony, że można coś fajnego zrobić. Nawet to, że ja się nie dostałem do finału – proszę wierzyć, że ja dostaję tyle pozytywnych komentarzy, tyle fajnej energii i wszystkim mówię, że widzicie no nikt mi nic nie zrobił, wszystko się toczy dalej, możemy dalej tworzyć muzykę, dalej rozmawiam z artystami, którzy byli już na Eurowizji, zgłaszają się do mnie artyści, którzy chcą być na Eurowizji, żebym dla nich jakieś piosenki też robił, więc jeżeli chodzi o Eurowizję to jestem jak najbardziej na tak, ale odpowiadając wprost na Twoje pytanie – nie wiem jeszcze, jak to powinno wyglądać. Natomiast mówię, że chciałbym napisać piosenkę na Eurowizję i chciałbym ją też wyprodukować, bo ja to po prostu poczułem. Możecie liczyć, że pojawię się na Eurowizji na pewno na trybunach, będę kibicował.

PFE: Jaki jest według Ciebie przepis na polski sukces na Eurowizji w przyszłości? Jakie zmiany trzeba wprowadzić, na czym się skupić, kogo się poradzić? Czy preselekcje to dobry sposób wyboru piosenki?

Gromee: Preselekcje są w krajach przeróżne, sposobów na preselekcje jest mnóstwo. Myślę, że my też powinniśmy się w ogóle zastanowić nad tym, jak te preselekcje powinny wyglądać. Dla mnie my powinniśmy poprawić przede wszystkim podejście i tutaj zacznę od artystów – podejście artystów do preselekcji, do Eurowizji w ogóle. Myśmy powinni o tym wcześniej rozmawiać, nie robić tego na ostatnią chwilę, powinniśmy w ogóle [posłuchać/poradzić się – przyp.red.] ludzi, którzy się interesują – fani Eurowizji, tych fanów w Polsce jest bardzo dużo, są też grupy eurowizyjne – nad czym ubolewam, że: które jakoś mam wrażenie ze sobą może czasami konkurują – ale myślę, że akurat te grupy są najbliżej siebie i one mogłyby się bardzo skupić nad takim wspieraniem preselekcji eurowizyjnych. I też później artyści powinni się skupić na tym. Wolałbym, żeby ludzie podeszli do muzyki jako do muzyki, do swojej pasji, do tego, co mają do zaoferowania, a nie myśleli kategoriami Eurowizji, bo wszystkim jest fajnie mówić, że Eurowizja jest taka, że jest siaka, owaka. Natomiast artyści powinni wyjść z założenia: OK – jak nie napisałem utworu, nie zrobiłem – to może na ten temat nic nie będę mówił, bo to też widzę nie pomaga innym artystom – że pewien krąg artystów to neguje, wyśmiewa się. Część innych, młodych artystów zaczyna się obawiać – czy, jak wezmę udział w Eurowizji, to mi nie zaszkodzi, jak nie wejdę [do finału – przyp. red.] to, czy mi to nie zaszkodzi – to wcale nie jest dobre. Świadomość Eurowizji powinna być dużo, dużo większa w Polsce. Jesteśmy wielkim, pięknym krajem, bardzo zdolnym krajem i jak najbardziej powinniśmy się w to angażować. I tak, jak mówię, Ty powiedziałaś o historii: co zrobić?, być może o preselekcjach? – preselekcje, przede wszystkim rozmowa, przede wszystkim wcześniej rozmowa na ten temat i być może taka edukacja. Ja sam zacząłem przed Eurowizją trochę edukować, trochę o tym mówić, trochę… – jak widzicie, ja też nie unikam dzisiaj tematu Eurowizji, bo chciałbym, żeby świadomość Eurowizji w Polsce była inna. Chciałbym, żeby Polska kiedyś zorganizowała Konkurs Eurowizji – zupełnie szczerze. Nie chodzi o to, że ja bym chciał wygrać tą Eurowizję, tylko chciałbym, żeby jakiś artysta – chętnie mu pomogę, chętnie zrobię, chętnie dołożę, chętnie nawet zapłacę za pirotechnikę sam – tylko chciałbym, żebyśmy wygrali i to naprawdę jest możliwe, i wiem, że kiedyś to nastąpi. Zrobię wszystko, co będzie tylko w mojej mocy…, ludziom, którzy interesują się Eurowizją, czy to fanom, czy artystom, czy nawet telewizji pomogę. Po prostu chciałbym, żebyśmy się wszyscy zebrali i przestali o tym głupio gadać – bo ja jestem ostatnią osobą, która by chciała w ogóle głupio gadać na ten temat – i żebyśmy coś fajnego zrobili – życzyłbym sobie tego.

PFE: A jak wygląda opieka nad artystą, który reprezentuje Polskę na Eurowizji? Czy to też trzeba jakoś poprawić, czy tu wszystko jest OK?

Gromee: Ja mam taki pogląd, że część delegacji z innych krajów wygląda inaczej, niż tutaj historia, która jest z Polski, jakby – z Polską związana. Natomiast, żeby było wszystko OK, chciałbym być szczery: Telewizja Polska zrobiła wszystko, co mogła. Mateusz Grzesiński, który był szefem delegacji zrobił wszystko, co mógł, zrobił naprawdę dużo – czasami chłopak był mokry – tak musiał biegać. Być może za mało tej delegacji, być może powinniśmy zwracać uwagę na coś zupełnie innego. Ja powiedziałem sobie kiedyś, że mam tyle myśli w głowie i z każdym dniem te myśli eurowizyjne do mnie docierają, bo to nie jest tak, że ja wróciłem i już o tym nie myślę. Ja ciągle myślę, czasami – jak słucham tych piosenek artystów eurowizyjnych czy wracam myślami, czy zdjęcia ktoś mi przesyła, czy ktoś się odzywa do mnie, czy fani z całego świata do mnie ciągle piszą – żaląc się, że jak mogliśmy nie wejść – to do mnie właśnie to dociera, że zrobiliśmy dużo, natomiast pewnie mogliśmy zrobić więcej. I jeżeli chodzi o Telewizję, bo tego też nie powiedziałem, to zrobiła bardzo, bardzo dużo – zrobiła tyle, myślę, co mogła, za co jestem Telewizji też wdzięczny. To też mnóstwo ludzi chce tutaj, być może, obwinić kogoś, ale ja nie szukam tej historii. Może powinniśmy to zrobić inaczej, tutaj mówię o preselekcjach, może powinna ta delegacja też inaczej wyglądać, może powinniśmy wiele innych takich historii zrobić inaczej, ale myślę sobie, że ja mam tyle tych myśli, tyle analiz, tyle takich nawet też technicznych wniosków, że myślę coraz bardziej o napisaniu książki o Eurowizji i skłaniam się do tego, bo noce czasami mam takie, że chciałbym pewne rzeczy nawet sobie zapisać, bo myślę sobie, że mogę o tym zapomnieć. Natomiast Eurowizja – te dwa tygodnie tam na miejscu, ale też mnóstwo tygodni tutaj przed – to jest historia, o której fani polscy Eurowizji [nie wiedzą wszystkiego – przyp. red.], wielu historii nie znają, nie mają o tym bladego pojęcia, nie wiedzą, jak to wygląda – chciałbym to ludziom po prostu kiedyś opowiedzieć, mimo tego, że są ludzie w Polsce, którzy wiedzą dużo, dużo więcej, ale chcę to sprowokować i naprawdę na poważnie zastanawiam się nad tym.

PFE: Jak wyglądałaby Twoja Eurowizja marzeń? Wiem, że chciałbyś wystąpić z pełną orkiestrą, tak, jak to było w poprzednich dekadach – na początku konkursu, czy chciałbyś, żeby zmieniono przepisy, żeby to było znowu możliwe?

Gromee: Tak, chciałbym. Chciałbym, żeby wszyscy grali na żywo, chciałbym, żeby wszyscy, którzy śpiewali byli na scenie, chciałbym, żeby ten konkurs był bardzo muzyczny, bo to jest muzyczny konkurs, ale on się skupił dzisiaj tylko na wokalu, właściwie on się skupił na telewizyjnym show. Przykro mi, że to tak mówię, natomiast tam są ludzie, którzy odpowiadają za telewizyjne show, odpowiadają za kamery, odpowiadają za wiele, wiele rzeczy. Jest tam możliwość mixu utworu, co na moim przykładzie utworu było też słychać. Każdy może mieć jakieś zastrzeżenia, ja też jakieś powiedzmy miałem i mam. Natomiast skupiliśmy się tylko na Eurowizji dzisiaj na wokalu, na show, mimo tego, że na przykład mówiono, że w Portugalii odchodzi się od pewnego obrazu Eurowizji jako show. (…) Ja bym bardziej się skupił tutaj na muzyce, z wielu powodów – bo oddaje to ducha muzyki, oddaje to ducha wokalu, to jest połączenie – jedno z drugim, to jest takie scalenie się i myślę, że ludzie by to na całym świecie po prostu złapali. Ja był bym za tym, żeby to zagrać. Ja nie twierdzę, żeby w 50 osób orkiestry, bo oczywiście, znając mnie, to bym chciał 50 osób zabrać z Polski na scenę (śmiech). Natomiast chciałbym, żeby to było trochę bardziej może na żywo, jeżeli chodzi o tą stronę muzyczną. To jest moje marzenie, być może kiedyś się spełni.

PFE: Jeśli rozmawiamy już o występie z pełną orkiestrą – zdradź, proszę, szczegóły koncertu z orkiestrą symfoniczną, który (z tego, co wiem) planujesz, jeśli oczywiście możesz już o tym szczegółowo mówić.

Gromee: Mogę o tym mówić coraz głośniej, bo zbliża się ten moment premiery. To jest projekt, który też przez Eurowizję trochę oddalałem i oddalam, bo ciągle w moim studiu się pojawia coś nowego. I to moje takie dziecko, nad którym pracuję – [dziecko – przyp. red.] muzyczne – projekt z orkiestrą symfoniczną – mam nadzieję, że pod koniec roku będzie miał premierę. I – że spotkamy się wszyscy w Krakowie, i – że posłuchamy muzyki granej: i na żywo, i nie na żywo. Chciałbym zrobić, tak dzisiaj myślę, taki prezent dla fanów, żebyśmy się wszyscy spotkali i żebyśmy ten premierowy koncert po prostu przeżyli. To jest coś, nad czym ja siedzę wiele, wiele miesięcy już – rozpisywanie utworów na nuty, przygotowywanie tego z orkiestrą – to jest moja jakaś pasja, moje marzenie i chciałbym się podzielić tą pasją i tym marzeniem, i tą pracą po nocach moją z fanami, i w ogóle z ludźmi – z fanami Eurowizji, i elektroniki, i klasyki. Chciałbym, żebyśmy też mogli się jakoś połączyć i fajnie spędzić czas.

PFE: Czym jest dla Ciebie Eurowizja? Jak brzmiałaby Twoja własna definicja tego konkursu?

Gromee: Jest dla mnie pięknym konkursem na scenie i poza sceną. To jest moja definicja Eurowizji, bo naprawdę tak jest. Fantastyczni ludzie, inżynierowie dźwięku, którzy też się mylą, którzy też popełniają błędy, co też było słychać, ale ci ludzie są za sceną. Ci ludzie, którzy cały czas przez 2 tygodnie śpiewają ,,Light Me Up’’ poza sceną (śmiech). Ci ludzie, którzy dzisiaj do mnie piszą, którzy byli poza sceną i żałują, że nie weszliśmy, bo była taka impreza, było tak fajnie… My się po prostu zaprzyjaźniliśmy z tamtymi ludźmi, byliśmy naprawdę najbardziej uśmiechniętą ekipą… i też fantastyczni ludzie na scenie, dlatego uważam, że to jest pod tym kątem piękny konkurs. Ale też jestem w dużym szoku – ja wiedziałem, że fani Eurowizji są fantastyczni – i nie mówię tego tutaj, żeby komuś słodzić, czy się podlizywać, tylko – ci fani Eurowizji wiedzą o tym konkursie tak bardzo dużo, powinni edukować ludzi, dlatego uruchamiam czasami takimi słowami taką pewną akcję i w fanach, i nie w fanach, żeby ci ludzie, którzy wiedzą o Eurowizji tak dużo – dzielili się tym, żeby tego nie zabierali, żeby nie zamykali się – tylko, żeby ludziom mówili, bo to są tak ciekawe rzeczy, to są rzeczy o muzyce, o ludziach, o artystach, o kompozytorach. Ja sam czasami słucham o tych rzeczach i mówię: WOW – jaka wiedza, ale też jakie fantastyczne rzeczy.

PFE: Teraz pytanie o słynny ,,snake dance’’ (czyli taniec Twojego serca) – kiedy powstał i czy możemy na niego liczyć na Twoich koncertach?

Gromee: Możemy (śmiech). Natomiast – to też jest w ogóle sprawa do wyjaśnienia, także dobrze, że mnie o to pytasz. Bo to był naprawdę żart, który zrobiłem do jednej z kamer na Eurowizji i – kiedy na drugiej próbie tego już nie było, to przyszedł reżyser główny Eurowizji i powiedział, że: ,,Sorry, ale to musi już być’’, ja mówię, że: ,,Ale no nie róbmy scen’’ i po prostu to zostało, i ten ,,snake dance’’ był wszędzie. Większość ludzi Eurowizji, w ogóle ludzie – fani, którzy do mnie piszą, artyści z Eurowizji, wszyscy nawiązują do ,,snake dance’’ i dzisiaj wiem, że ,,snake dance’’ jest jednym z elementów, który będzie wiązany z tą Eurowizją, mimo tego, że nie weszliśmy do finału, to była jedna z ciekawszych – mam wrażenie – rzeczy (śmiech).

PFE: Zdradzisz nam pewien sekret? Podczas wizyty w Lizbonie na Twoim InstaStory pojawiło się Twoje zdjęcie w nowej fryzurze – bujna blond czupryna i bogaty zarost – jaki masz kolor włosów, których (co prawda) pod kapeluszem aktualnie nie ma?

Gromee: Brunet? – to jest taki ciemny blond, tak? Nie… szatyn? W każdym razie taki ciemny, ciemny blond [kolor ciemniejszy od ciemnego blondu 🙂 – przyp. red.].

PFE: Pozwól, że zacytuję: ,,Jesteście dla mnie inspiracją, latarnią na moim oceanie (…) pomagacie mi znaleźć moją muzyczną drogę’’ – skąd w Tobie taka otwartość i szacunek dla fanów? Stworzyłeś naprawdę niespotykaną relację z członkami #TeamGromee.

Gromee: Bo moi fani są bardzo otwarci dla mnie. Ja nawiązałem fantastyczny kontakt z ludźmi. Bardzo przepraszam fanów, że po Eurowizji trochę jest mnie mniej, sama to odczułaś, za co przepraszam – i przepraszam fanów szczerze. Dlatego, że trochę Eurowizja mnie pochłonęła i w momencie, kiedy wróciłem, to raz, że chciałem ze wszystkimi rozmawiać, a dwa miałem tyle rzeczy w studiu, że… i dalej mam cały czas. Eurowizja też uruchomiła lawinę ludzi, którzy chcą ze mną współpracować – to jest bardzo miłe, natomiast muszę z tymi ludźmi rozmawiać, muszę czasami ludziom też odmawiać, bo nie czuję pewnych rzeczy, a wszystkim bym chciał zrobić muzykę, ze wszystkimi był chciał pracować. I też jest sytuacja taka, że mnóstwo utworów czy projektów po prostu pozaczynanych musiałem jakby dokończyć po Eurowizji, ale wszystko też robiłem, żeby się wyrobić na Eurowizję, żeby jechać spokojnie, mimo tego, że się nie udawało, bo też musiałem popracować tam w hotelu – to na przykład są jakieś poprawki, które – dostałem na przykład maila, że ktoś chciał coś tam poprawić i ja na Eurowizji nie mogłem tego zrobić, musiałem wrócić. Ja też jestem osobą, która bardzo poważnie traktuje swoją pracę i to jest moja ogromna pasja, ale też staram się być zawodowcem ogromnym, no i stąd trochę mnie nie było, może przesadzam, bo też starałem się z ludźmi rozmawiać. Ale no ta otwartość jest dlatego, że moi fani są otwarci, że ja rozmawiam z fanami, w ogóle mam fantastycznych fanów. W ogóle raz, że fani moi są fantastyczni, fani Eurowizji – fantastyczni, wszyscy ze sobą rozmawiają. U mnie na fanpage’u ludzie się do siebie uśmiechają. Wczorajszy przykład też Igora, którego udostępniłem utwór [wcześniej fani udostępnili nagranie na fanpage’u – przyp. red.] – tam wszyscy ze sobą rozmawiają, wszyscy ze sobą się jakoś tam komunikują – mnie to napędza, mi to dodaje dużo energii, w ogóle ja czerpię ogromną radość, ale też energię z ludzi. Dla mnie otoczenie jest tak bardzo ważne – nie wyobrażam sobie w ogóle jakoś, żeby nie było ludzi obok mnie. Stąd, jak mogę rozmawiać z fanami, jak mogę się z nimi komunikować czy przed koncertem, czy na fanpage’u, czy gdziekolwiek, to ja po prostu to robię i stąd ta otwartość, i stąd cieszę się, że mam taki kontakt. Naprawdę bardzo, bardzo dziękuję też.

PFE: Bycie artystą ma dużo zalet, ale jak każdy zawód ma w sobie także kilka wad. Z talentem się rodzimy, ale czy wyobrażasz sobie, że mógłbyś robić w życiu coś innego? Czy gdybyś mógł wybrać – byłbyś tym, kim jesteś – artystą?

Gromee: Ja bardzo nie lubię gdybać… Myślę, że chyba bym dalej, obawiam się – mimo tego, że ludziom mówię żeby tego nigdy nie robili – dalej bym pewnie uciekłabym mojej mamie do studia. To jest coś czego się nie da wytłumaczyć, to jest takie… Ja z perspektywy wieku: naprawdę miałem naście lat i uciekałem mojej mamie do studia, bo po prostu tak strasznie, tak bardzo chciałem wiedzieć, jak to działa, jak to wszystko wygląda i dzisiaj mam tyle lat, i ja dalej do studia ciągnę, i dalej chcę wiedzieć, dalej chcę poznawać te tajniki, dalej chcę rozmawiać z muzykami, dalej chcę rozmawiać z producentami na świecie. Jest mi to bardzo potrzebne. Żałuję tylko, że mam mało czasu na przykład na malowanie, na malarstwo – malarstwo jest jedną z najpiękniejszych pasji i tylko bym chciał mieć więcej czasu dla moich najbliższych, dla fanów i nawet bym… Czasami sobie myślę, że jak zrobię, co też chodzi mi po głowie, bo ludzie o tym mówią – zrobię wystawę moich prac, to chciałbym po prostu mieć czas, żeby z ludźmi siedzieć, żeby z nimi porozmawiać. Chciałbym sobie, no nie wiem – pojechać gdzieś z fanami na tydzień i może ich być milion (śmiech), żebyśmy siedzieli, rozmawiali i żebyśmy pozytywnie do tego jakoś wszystkiego, co nas otacza podchodzili.

PFE: Większość osób wie, jak to jest być na koncercie z perspektywy tłumu, a – jak to jest być za konsolą, jakie to jest uczucie?

Gromee: Wiesz, co – ja też o tym mówię wiele razy, że ja niewiele czasami pamiętam, do mnie to dociera później, że to jest z jednej strony impreza, zabawa, z drugiej strony taka koncentracja i odcina myślenie, takie o tym, co się dzieje dookoła. Później, kiedy wracam już do hotelu, do domu – do mnie dociera, co było. Czasami nie widzę ludzi na koncercie, mimo tego że się patrzę na nich – to są takie emocje. Natomiast, tak, jak dzisiaj koncert [Summer Chill Częstochowa – przyp. red.] – fantastyczny, ludzie się fajnie bawili, mi to dodaje energii i to płynie. Ja daję ludziom siebie i też odbieram od nich to samo.

PFE: Wiele osób było i myślę, że nadal są poruszeni śmiercią Avicii’ego. To kolejny zdolny, wrażliwy człowiek, tworzący wspaniałą muzykę. Kolejny dowód, że producenci są niczym dawni kompozytorzy naszych czasów. Dochodzą do nas różne historie czy mity – co według Ciebie tam nie zadziałało, albo co jest ważne w tego typu muzycznej karierze – wsparcie bliskich, dobrze dobrani współpracownicy, przezwyciężenie stresu przed publicznymi występami, a może coś jeszcze innego?

Gromee: Wiesz, co – wiem na pewno, że w dobie takiego świata, tak szybkiego świata, tak dynamicznego świata czasami ludzie zapominają o drugim człowieku. Ja ciągle przestrzegam młodych ludzi i starszych, moich kolegów DJ’ów, producentów, żeby nie zapominali, że czasami ktoś potrzebuje pomocy i myślę, że tutaj nie zadziałała jakaś chyba czysto ludzka historia. Po prostu człowiek nie jest maszyną, człowiek ma słabości, człowiek ma problemy, człowieka czasami boli noga, albo ręka, albo serce. I czasami trzeba o tym przede wszystkim z kimś rozmawiać, i tutaj chyba mam żal do managerów, do ekipy po prostu, która była obok niego najbliżej, że nie potrafili mu pomóc. O ile przestał grać na chwilę, to ciągle były jakieś problemy. To są… wiem, że to są bardzo trudne sytuacje, to są sytuacje z psychiką człowieka, z bólem serca, z bólem takiej duszy, że czasami ciężko jest człowiekowi pomóc – zdaję sobie z tego sprawę. Ale też nie znam całej tej historii, bo proszę pamiętać, że to są tylko plotki, plotki – które są powielane i zanim do nas dotrą, to wszystko będzie zupełnie, zupełnie inaczej. Ale mam wrażenie z tego co gdzieś zauważyłem, z tego co gdzieś usłyszałem, przeczytałem, że największym problemem było to, że być może on wołał o pomoc – człowiek wołał o pomoc, a w tym szalonym świecie po prostu o nim czysto-ludzko ktoś zapomniał i nie traktował tego tak poważnie. Dlatego ja ciągle przestrzegam ludzi, żeby pamiętali, że jesteśmy tylko ludźmi, jesteśmy ludźmi, którzy powinni sobie pomagać przede wszystkim, bo żyjemy tylko chwilkę tutaj, jesteśmy na tym świecie chwilkę – cieszmy się muzyką, uśmiechajmy się do siebie, jeżeli ktoś ma problem, to mu pomagajmy, jeżeli ktoś się wywrócił, to podajmy komuś rękę. To jest mega, mega ważne.

PFE: Pytanie na koniec (w kontekście cieszenia się muzyką) – czy możemy się niedługo spodziewać jakiegoś nowego singla?

Gromee: Mam nadzieję, że przed wakacjami, albo na początku wakacji pojawi się nowy utwór. Bardzo bym chciał, ale to też będę musiał ustalić z moją wytwórnią. Właściwie – ustalamy to ciągle i mam nadzieję, że spodoba się, i że te wakacje spędzimy razem muzycznie.

Poznajcie historię Igora, o którym Gromee wspominał w trakcie wywiadu i posłuchajcie utworów (Gromee’ego i nie tylko) w wykonaniu tego zdolnego niewidomego chłopca:

Genialna wersja „Light Me Up” w wykonaniu niewidomego chłopca!

Komentarze z Facebooka

Przejdź do paska narzędzi