Po licznych głosach niezadowolenia ze strony słoweńskich artystów i kompozytorów lokalna telewizja w końcu odpowiedziała: “Zmieniamy zasady naboru do przyszłorocznego EMA 2019”! Co to oznacza dla konkursu?

Wykonawcy, którzy będą chcieli wziąć udział w eliminacjach będą musieli posiadać słoweńskie obywatelstwo (tylko artyści, zasada ta nie dotyczy kompozytorów tekstu lub muzyki). Zgłaszane utwory mogą być ułożone w wybranych języku (a nie tak jak w ubiegłym roku, tylko słoweńskiego). Do tego doliczamy także “typowe” zasady eurowizyjne – piosenka nie może trwać dłużej niż 3 minuty i nie może zostać nigdzie wcześniej opublikowana.

Termin nadsyłania zgłoszeń upływa 14 grudnia 2018 r., a nadawca opublikuje całą listę osób zakwalifikowanych nie później niż do 28 grudnia. W tym roku EMA zrezygnowało także z półfinałów, więc o zwycięstwo powalczy tylko 10 artystów.

Słoweńskie preselekcje od dawna słyną jednak z wewnętrznej “wojny” pomiędzy jurorami, a telewidzami. W 2016 roku szeroko skrytykowano dobór superfinalistów preselekcji, a następnie wskazaną przez widzów propozycję ManuElli, kosztem Raiven. Na listę “słoweńskich pechowców” wpisuje się także coroczna ofiara jurorów – duet BQL.

W ubiegłym roku Słowenię reprezentowała Lea Sirk z piosenką „Hvala, ne!”. Po wyborze na reprezentantkę kraju wystąpiła na przed eurowizyjnych koncertach promocyjnych w Tel Awiwie i Amsterdamie. 10 maja wystąpiła w drugim półfinale konkursu jako siedemnasta w kolejności i z ósmego miejsca awansowała do finału. Wystąpiła w nim z trzecim numerem startowym i zajęła 22. miejsce po zdobyciu 64 punktów w tym 23 punkty od telewidzów (22. miejsce) i 41 pkt od jurorów (19. miejsce).

Słowenię w 2019 roku zobaczymy na Eurowizję po raz 25. Czy ich jubileuszowy udział przyniesie im upragnione zwycięstwo?

Komentarze z Facebooka